Cześć,
Ostatnio, oglądając jakąś relację z Dakaru, zobaczyłam wspaniałego człowieka, sportowca. Motocyklista, który był na trasie jednego odcinka 27 godzin. Przyjechał zmęczony, wyczerpany. Wszyscy inni kierowcy motorów ruszyli już na trasę. Jakiś jego przyjaciel, czy pomocnik namawiał go, żeby się nie poddawał i pojechał. I wiecie co? Wystartował. Pojechał. Było mi go tak strasznie żal, ale za razem czułam dla niego ogromny podziw. I tak, oczywiście, to było niebezpieczne, był strasznie zmęczony, ale pokazał ogromną siłę. To dla takich ludzi jak on powinniśmy oglądać sport. To właśnie tacy jako on tworzą ta magię sportu, nadają mu sens.
Tak bardzo mnie to poruszyło, bo ja żegluję, jeżdżę na rowerze, nartach, uczę się. I cały czas na swojej drodze mam problemy. Chcę się poddać. Każdy z nas tak ma. I czasami będąc na wodzie, mokra, zmęczona nie daję już rady. I płynę tylko żeby dopłynąć. A teraz za każdym razem w takiej sytuacji pomyślę sobie o tym australijskim motocykliście. Też spróbuję być choć trochę taka jak on. Chociaż warunki, w których ja pływam są pewnie o wiele lepsze i bardziej znośne, ale i tak będę się czuła jak zwycięzca. Już w całym moim życiu.
To dobrze, że czasem coś możemy usłyszeć o takich ludziach. Gdzieś pomiędzy czołówką motorów a aut. I moim zdaniem nie ci, którzy zajmują pierwsze miejsca są zwycięzcami. Ci, którzy przyjadą, ida do 5-gwiazdkowego hotelu, a ekipa naprawia im sprzęt. Zwycięzcom jest właśnie ten człowiek, który pokonuje swoje słabości i staje się silniejszy. Też bym chciała taka być.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Za każdy komentarz dziękuję.
Zostawiajcie swoje adresy, postaram się odwiedzić wszystkie blogi :)